dodaj do ulubionych
ustaw jako stronę startową
poleć znajomemu
Strona główna | Aktualności | Baza Firm | Porady redakcyjne | ABC Wspólnoty Mieszkaniowej | Finanse Podatki Ubezpieczenia
Eksperci piszą | Szkolenia Seminaria Konferencje | Systemy księgowe | Orzecznictwo | Akty prawne | Audyt, Certyfikat Energetyczny
Galeria | Partnerzy | Współpraca | Zapytanie | Reklama | Kontakt |
Aktualności
Ustawodawstwo niesprzyjające dobremu gospodarowaniu nieruchomościami
Już tradycyjnie o minionym roku i zamierzeniach na następny rozmawiam z prezydentami federacji, które skupiają organizacje zarządców nieruchomości i pośredników w obrocie nieruchomościami, a także z prezesami spółdzielni mieszkaniowych.
I już także tradycyjnie, niestety, mają oni podobne problemy wynikające z ustawodawstwa niesprzyjającemu dobremu gospodarowaniu nieruchomościami. Jak sobie radzą? Swoimi doświadczeniami dzielą się chętnie i szczerze. Wszystkim Rozmówcom serdecznie dziękuję, a Czytelników zapraszam do lektury!

Irena Scholl

NAKARMIĆ GŁODNYCH WIEDZY

Rozmowa z Markiem Majchrzakiem, prezydentem Polskiej Federacji Zarządców Nieruchomości

– Jakiego słowa zarządcy nieruchomości w minionym roku używali najczęściej w kontaktach z kolegami, poczynając od kongresu po wszelkiego rodzaju dyskusje podczas szkoleń i spotkań w stowarzyszeniach i w Federacji?

– Nie mam żadnych wątpliwości. To słowo brzmi: licencja. Jeśli Ministerstwo Gospodarki uznało, że obrotem nieruchomościami może zająć się każdy, kto ma na to ochotę, to wyłom został zrobiony i potem kolej przyjdzie na zarządców. A w efekcie rynek nieruchomości, który chcemy wspólnie uzdrawiać, zdziczeje, co zaszkodzi nam wszystkim.

– Bardzo się Pan denerwuje...

– Nasza Federacja dużo robi, aby rangę zawodu podnosić, ale nasz wpływ na to, co wymyśli ustawodawca, jest ograniczony. Nie będę się powtarzał: w grudniowym numerze „Administratora” zostały już przedstawione nasze starania i propozycje, jak pogodzić polskie prawo z unijnymi wymaganiami.

– Co więcej możecie zrobić?

– To, co radzi Wojciech Młynarski: róbmy swoje. Przede wszystkim to, na co mamy bezpośredni i rzeczywisty wpływ: dbajmy o jak najwyższy poziom zawodowy ludzi, których zrzeszamy. Dawniej za jedno z zadań Federacji uważałem obronę praktycznie wszystkich zarządców, którzy „podpadli”. Teraz już tak nie uważam. Jeśli ktoś nie wywiązuje się z umowy, nie wykonuje swoich obowiązków – nie zasługuje na pomoc. Jestem wręcz za usuwaniem z rynku nieruchomości ludzi, którzy się do zarządzania nie nadają, lekceważą interesy klientów powierzających zarządcom swoje mienie. Byle jaki zarządca i jego gorliwy obrońca wspólnie psują opinię o naszym zawodzie i środowisku

W PFSZN JUŻ NIE TYLKO ZARZĄDCY

Rozmowa z Marią Kowalską, prezydent Polskiej Federacji Stowarzyszeń Zawodów Nieruchomościowych

– Skrót nazwy Federacji pozostał ten sam: PFSZN, ale pełna nazwa brzmi już inaczej: nie Polska Federacja Stowarzyszeń Zarządców Nieruchomości, ale Polska Federacja Stowarzyszeń Zawodów Nieruchomościowych. Jak rozumiem, w 2009 roku poszerzyła się „zawartość” organizacji, której Pani szefuje. Kogo więc teraz zrzeszacie oprócz zarządców? I skąd taka właśnie decyzja?

– Inicjatywa poszerzenia Federacji o pozostałe dwa zawody, których funkcjonowanie reguluje ustawa o gospodarowaniu nieruchomościami, wyszła od naszych członków, którzy coraz częściej wykonują dwa zawody: zarządcy i pośrednika, a bywa również, że i rzeczoznawcy majątkowego. Pytali oni, czy jest sens, aby należeli do trzech różnych stowarzyszeń, a więc również i trzech Federacji, płacili po kilka składek, korzystali ze szkoleń kilku organizatorów. W tej sytuacji, po trwających już od dłuższego czasu dyskusjach, zarząd przygotował zmiany w statucie i od lipca 2009 r., po rejestracji w sądzie, Federacja jest już otwarta na 3 zawody: zarządców nieruchomości, pośredników w obrocie nieruchomościami i rzeczoznawców majątkowych. A ponieważ jesteśmy bardzo przywiązani do logo Federacji, stąd pomysł na nazwę zachowującą ten sam skrót.

– Ile jest teraz stowarzyszeń, nowych i starych, ilu członków zrzeszacie?


– PFSZN zrzesza 19 stowarzyszeń zarządców nieruchomości posiadających około 1500 członków. Federacja ogłosiła „spis dusz”, w którym stowarzyszenia podadzą ilu mają w swoich szeregach „wielozawodowców”. Nie ukrywam, że liczymy na powstawanie nowych stowarzyszeń, zrzeszających zarządców, pośredników i rzeczoznawców.

– Co zaoferowała Federacja nowym środowiskom zawodowym? Czy tylko przydatne im szkolenia, niezbędne do spełniania ustawowego obowiązku stałego podnoszenia kwalifikacji?


– Już od kilku miesięcy Federacja proponuje pełną ofertę szkoleniową dla wszystkich zawodów. Ponieważ jesteśmy na początku drogi działania w imieniu i interesie wszystkich „nieruchomościowych” zawodów, nie do końca mamy opracowaną strategię tego działania. Z pewnością to, co dotychczas robiliśmy z myślą o zarządcach, teraz będziemy robili z myślą o nowych członkach. Wpływ na tworzenie sprzyjających im przepisów prawa, podnoszenie na coraz wyższy poziom etyki zawodowej, dbałość o standardy zawodowe i jakość świadczonych usług – oto główne kierunki naszych przedsięwzięć na najbliższy okres.

WŁASNE M TYLKO PRZEZ CHWILĘ?


Rozmowa z Grzegorzem Abramkiem, prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej Południe w Puławach

– Proszę powiedzieć, jak w minionym roku pracowało się Panu w puławskiej SM Południe?


– Atmosfera pracy w całej polskiej spółdzielczości mieszkaniowej nie była najlepsza. Trwa nagonka publikatorów na prezesów, upowszechniana jest najmniejsza nieprawidłowość w funkcjonowaniu spółdzielni. Widać pisanie i mówienie o tym, że ogromna większość spółdzielczych zasobów mieszkaniowych jest zarządzana w sposób optymalny, a opłaty ponoszone przez ich użytkowników są z reguły niższe w porównaniu z ponoszonymi przez osoby mieszkające w innych zasobach, nie jest medialne. Bo to szara codzienność, a nie sensacyjne wydarzenie. Trwa też uporczywe wbijanie klina między spółdzielnie a spółdzielców. Panuje moda na udowadnianie, że organy spółdzielni, jej rada, zarząd działają p r z e c i w k o członkom. Co jest absurdalne, bo te organy, działając z woli spółdzielców, działają w ich interesie i dla ich dobra. Nie było też przyjemne nerwowe oczekiwanie, jak decyzje Trybunału Konstytucyjnego wpłyną na uporządkowanie przepisów regulujących funkcjonowanie spółdzielni. Niestety, doczekaliśmy się kolejnej niedopracowanej ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, uchwalonej 18 grudnia ubiegłego roku w iście ekspresowym tempie, która powtarza niekonstytucyjne rozwiązania wyraźnie zakwestionowane przez Trybunał.

– Których postanowień, zawartych w wyroku TK, nie uwzględniono?


– Trybunał zwrócił uwagę na konieczność pozostawienia decyzji o zasadach nabywania własności przez osoby, którym przysługuje prawo lokatorskie, organom spółdzielni, a więc przede wszystkim walnemu zgromadzeniu jako najwyższej władzy w spółdzielni, natomiast w ustawie zawarto znów sztywne reguły tożsame z obowiązującymi dotychczas. Propozycja rządowa, która dopuszczała takie rozwiązanie, nie została przez posłów zaakceptowana. Uwagi zgłaszane przez biuro legislacyjne i zawarte w dostępnych w internecie opiniach Biura Analiz Sejmowych, zostały w trakcie procesu legislacyjnego zignorowane. Tempo prac sprawiło, że w ustawie nie uniknięto błędów, mamy m.in. dwa terminy na dokonanie przeniesienia własności – w ustawie nowelizowanej – 6 miesięcy, a w ustawie nowelizującej – 3 miesiące. Wydaje się, że ustawodawca stanął na stanowisku, zgodnie z którym przekształcenia muszą być kontynuowane na dotychczasowych zasadach w imię sprawiedliwości społecznej. Tak więc wola ogółu spółdzielców się nie liczy. A nie mając wpływu na określanie wysokości wpłat za przeniesienie własności lokali, tracą możliwość zdobywania dodatkowych środków na remonty.

SZEROKA OFERTA


Rozmowa z Arkadiuszem Borek, prezydentem Federacji Gospodarki Nieruchomościami

– Skąd się wzięła idea utworzenia nowej Federacji? Przecież istnieje ich już kilka…


– Zgadza się, istnieje kilka Federacji, których działalność zbliżona jest do naszej. Lecz my postanowiliśmy utworzyć nową Federację, wyróżniającą się szerszym wachlarzem podejmowanych działań i inicjatyw. Jest przeznaczona dla organizacji i osób pragnących być „na bieżąco” z gospodarką nieruchomościami, ochroną środowiska oraz polityką energetyczną. Czy nam się to uda? Mam nadzieję, że tak. Zwłaszcza że powstała w wyniku oddolnych inicjatyw. Zresztą, jak mówi znane przysłowie „potrzeba jest matką wynalazków”, a w przypadku Federacji Gospodarki Nieruchomościami konieczność jej utworzenia przejawiała się już od dłuższego czasu. Dziwić może jedynie fakt, że powstała ona tak późno!

– No właśnie – kiedy powstała FGN i jakie są jej główne cele?

– Federacja Gospodarki Nieruchomościami powstała w drugiej połowie 2009 roku. Do jej nadrzędnych celów należy jednoczenie organizacji i osób, które związane są z szeroko pojętą gospodarką nieruchomościami, a więc audytorów energetycznych, licencjonowanych zarządców nieruchomości, pośredników w obrocie nieruchomościami, rzeczoznawców majątkowych, architektów, urbanistów, kosztorysantów oraz innych grup zawodowych zrzeszonych w organizacjach pozarządowych oraz w stowarzyszeniach branżowych. Dziś Federacja skupia 1160 osób fizycznych z sześciu stowarzyszeń. To sporo, jak na tak krótki okres działalności. Wolę przystąpienia do Federacji wykazało także wiele podmiotów prawnych, przedsiębiorców chcących do niej należeć jako tzw. członkowie wspierający. Do naszych priorytetowych zadań należy wsparcie merytoryczne, profesjonalna edukacja oraz stałe dokształcanie naszych członków. Kładziemy nacisk nie tylko na teoretyczne, ale również na praktyczne przygotowanie do zawodu, co gwarantuje najwyższy poziom kształcenia.

– Czy mógłby Pan pokrótce zaprezentować zeszłoroczne osiągnięcia oraz podjęte działania FGN?

– Oczywiście. Udało nam się szybko i sprawnie utworzyć Federację, a następnie własną witrynę internetową www.fgn.org.pl. Jak już wcześniej wspomniałem, zależy nam na tym, aby nasi członkowie byli zawsze na bieżąco informowani o wszystkim, co ważne dla prawidłowej gospodarki nieruchomościami, a strona internetowa Federacji umożliwia im to w sposób najbardziej dogodny poprzez aktualności ukazujące się na niej codziennie oraz newsletter wysyłany wszystkim, którzy dokonają bezpłatnej subskrypcji. A propos płatności – chciałbym zwrócić również uwagę na fakt, że w odróżnieniu od wielu innych federacji, nie wprowadziliśmy żadnej składki członkowskiej, umożliwiając tym samym wstąpienie do Federacji szerszej grupie osób zainteresowanych. Wychodzimy z prostego i pragmatycznego założenia, że nasza Federacja powinna i musi służyć stowarzyszeniom, a nie na odwrót.

KRYZYS NA RYNKU NIERUCHOMOŚCI

Rozmowa z Aleksandrem Schellerem, prezydentem Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości

– Jaki był rok 2009 dla członków PFRN?

– Zależy pod jakim względem. Jeśli chodzi o możliwości zarobkowania, także uzyskiwanie godziwych dochodów dla zarządców nieruchomości był pomyślny, natomiast nie był dobry dla pośredników w obrocie nieruchomościami.

– Co warunkowało zróżnicowaną sytuację tych dwóch grup zawodowych?


– Popyt na usługi zarządców wciąż rośnie, gdyż przybywa obiektów do zarządzania, nawet jeśli mniej się buduje. Coraz większa liczba właścicieli nieruchomości, tworzących wspólnoty mieszkaniowe rozumie, że gospodarowaniem ich majątkiem muszą się zajmować profesjonaliści. Natomiast w innej sytuacji znaleźli się pośrednicy. Miniony rok upłynął pod znakiem kryzysu, ilość transakcji spadła o 40%. Mieszkań wprawdzie przybywało w wyniku rozpędu budowlanego z poprzednich lat, istniał także potencjalny popyt, i to duży, bo miliony obywateli wciąż nie mają samodzielnych mieszkań, ale popyt rzeczywisty był niewielki. Zaledwie 10% pracujących Polaków stać na mieszkanie, bo jest ono zbyt drogie, a kredyt praktycznie niedostępny. Tak więc na rynku nieruchomości nigdy jeszcze nie było tak źle. Szacujemy, że kilkadziesiąt procent firm nie zarabia na pokrycie kosztów prowadzenia działalności. Firmy w wielkich aglomeracjach jakoś sobie radzą, ale w mniejszych miastach jest źle.

– Czy istnieje szansa na zmianę tego stanu rzeczy?


– Wszelkie wskaźniki gospodarcze w Polsce, na tle innych krajów dotkniętych kryzysem, są pozytywne. Jest nadzieja na dalszy wzrost gospodarczy w 2010 roku – m.in. dzięki lepszej pozycji złotego – a zatem i na poprawę kondycji ekonomicznej obywateli. Poza tym wielu Polaków wraca z emigracji zarobkowej, gdzie gromadzili pieniądze właśnie na zakup mieszkań. Niestety, rodziców dofinansowujących dawniej inwestycje mieszkaniowe podejmowane przez dorosłe już dzieci, nie stać obecnie na duże wydatki, zniknęła więc jedna z głównych form pomocy w budowie przez młode rodziny własnego dachu nad głową, a pomoc państwa jest właściwie niezauważalna. Konieczna jest więc bardziej aktywna polityka kredytowa prowadzona przez banki, bowiem zastój na rynku mieszkaniowym oznacza zastój we wszystkich dziedzinach gospodarki narodowej.

JESTEŚMY IM POTRZEBNI

Mówi Lech Chodkowski, prezes Mazowieckiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Płocku

– Każdy z nas podsumowuje w jakiś sposób miniony rok, zastanawia się nad sukcesami i porażkami, których doświadczył ł. O czym myśli Pan z satysfakcją wspominając 2009 rok?

– Nie tylko ja, ale wszyscy członkowie zarządu naszej spółdzielni, sądzę, że także rady nadzorczej, odczuwamy satysfakcję z faktu, że nie straciliśmy ani jednego budynku wchodzącego w skład zasobów MSM. Nawet, jeśli większość spółdzielców posiadających lokatorskie czy spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu wykupiła mieszkania na własność, nie spotkaliśmy się z dążeniem do stworzenia w budynku wspólnoty mieszkaniowej. Wszyscy wolą, aby ich dom pozostał nadal domem spółdzielczym. A więc jesteśmy im potrzebni! Jeśli nawet zdarzy się, że wszystkie lokale w danym budynku staną się wyodrębnioną własnością i z mocy ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych dom znajdzie się we władaniu wspólnoty, to śmiem przypuszczać, że my będziemy nim zarządzać, już jako usługodawcy.

– Jak Pan sądzi, czym zjednaliście sobie uznanie i zaufanie spółdzielców i ich rodzin?

– Budowa zaufania jest procesem długofalowym. Nie składamy wirtualnych obietnic. W gazecie spółdzielni systematycznie informujemy mieszkańców o planowanych przedsięwzięciach remontowych i innych działaniach. Reagujemy szybko na każdy, nawet drobny problem. Platformą konsultacji przedsięwzięć z mieszkańcami są rady osiedlowe. Rozmawiać i słuchać gospodarskich rad nigdy nie za wiele.

– A największa porażka, która boleśnie tkwi we wspomnieniach?


– Najbardziej bolą te, które nie są zależne od spółdzielni, na które ani zarząd ani rada nadzorcza nie mają wpływu, nie ma więc możliwości ograniczenia ich skutków. Największym dla mnie zaskoczeniem była szumnie zapowiadana modyfikacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych w kontekście m.in. orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 29 grudnia 2008 r. Rozwiązania przyjęte z pośpiechem, budzą wiele zastrzeżeń. Stawianie na przeciwnych biegunach interesu członków spółdzielni i jej zarządu rodzi pytanie, czy ustawodawca w ogóle rozumie idee, które przyświecały powstaniu spółdzielczości niemal dwieście lat temu. Ingerencja w majątek i rozwiązania statutowe, zgodne z prawem spółdzielczym, nie mieści się w granicach przyjętych norm. Przeprowadzona nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych nie tylko nadal akceptuje, tzw. „sprzedaż mieszkań za złotówkę”, ale praktycznie wymusza, aby całą działalność prowadzić bezwynikowo – wbrew regułom gospodarki rynkowej, powszechnie obowiązującym inne podmioty gospodarcze.

PO NOWEMU

Rozmowa ze Zbigniewem Kubińskim, prezydentem Federacji – Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości

– Do już istniejących od wielu lat czterech federacji, skupiających organizacje fachowców zajmujących się obrotem i zarządem nieruchomości, w minionym roku dołączyły jeszcze dwie. Jedną z nich jest Federacja – Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości. Nie rozumiem tendencji do tworzenia nowych organizacji. Już od dawna w środowisku zarządców, gdzie federacji jest najwięcej, mówi się, że powinna działać jedna, za to silna.


– Owszem, tak się mówi, ale to są szkodliwe moim zdaniem poglądy. Jedność środowiska powinna się objawiać we wspólnych celach, a nie we wspólnych strukturach. To ostatnie społeczeństwo ćwiczyło przez kilkadziesiąt lat z wiadomym skutkiem. Mamy wreszcie w Polsce możliwość swobodnego zrzeszania się. Skoro części osób i firm „nie pasują” już istniejące stowarzyszenia, to tworzą nowe.

– A co „nie pasuje” w tych, które są?

– Nie chcę odnosić się do innych federacji, gdyż naszym zamiarem jest współpraca a nie antagonizowanie. Bolesne dla środowiska jest to, że w wolnym kraju, niektóre organizacje upierają się, aby na jednym terenie, w jednym mieście działało tylko jedno stowarzyszenie i tylko ono było członkiem danej federacji. W niektórych stowarzyszeniach obowiązuje zakaz zrzeszania się w innych organizacjach. To ogranicza swobody obywatelskie, o których wspomniałem. No i warto zwrócić uwagę na relacje interpersonalne. Ludzie są różni. Niektórzy chętnie współpracują z innymi, ale przecież nie zawsze tak się dzieje. A na prywatnym, wolnym rynku niechcianej podległości nikt nikomu narzucić nie może.

– Od kiedy istnieje F-PPRN? Ile zrzesza stowarzyszeń?

– Zamiar utworzenia F-PPRN dojrzewał dwa lata. Federacja powstała wiosną 2009 roku, w czerwcu ub.r. wybraliśmy jej zarząd. Federacja powstała z inicjatywy 10 stowarzyszeń zrzeszających pośredników i zarządców, które pragnęły zapewnić nową, jakościowo wyższą, obsługę firmom działającym na rynku nieruchomości, czyli po prostu działać skuteczniej na rzecz tych grup zawodowych.

– Już istniejące organizacje im tego nie zapewniały?


– Nie chcę się odnosić do innych organizacji, to ich sprawa, jak działają. Niech środowisko to ocenia. Szkoda czasu na takie dywagacje. Chcę się skupiać nad tym co ważne. Ważne jest to, co powinniśmy robić, być może wspólnie z innymi. Ministerstwo Gospodarki pracuje nad nowelizacją kilkudziesięciu aktów prawnych. Nie będę szczegółowo wyjaśniał, o co tu chodzi, gdyż czytelnicy „Administratora” doskonale to wiedzą. Najbardziej dotkliwy jest zamiar zlikwidowania licencji pośrednika w obrocie nieruchomościami. W przypadku zarządców nie jest to w tej chwili problemem, ale twierdzę, że to jest tylko odłożenie w czasie pewnych zamiarów. Wynika to wyraźnie z projektu ustawy o ograniczaniu barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców oraz proponowanych zmian w ustawie o gospodarce nieruchomościami

W OBRONIE LICENCJI


Rozmowa z Aleksandrą Kurzyk, prezydent Polskiej Federacji Organizacji Zarządców i Administratorów Nieruchomości

– Jakich organizacji przybywa w PFOZiAN?


– Przede wszystkim spółdzielni mieszkaniowych. Jest ich w Polsce ponad 3500, a już kilkaset przystąpiło do naszej Federacji.

– Co spowodowało ten napływ?

– Ruch spółdzielczy od 20 lat nie jest dobrze postrzegany przez większość rządzących i parlamentarzystów, a spółdzielczość mieszkaniowa wręcz tępiona, związki rewizyjne marginalizowane. Spółdzielnie szukają więc pomocy m.in. w naszej Federacji w takich dziedzinach, jak legislacja, szkolenia specjalistyczne, wyjaśnianie kwestii zawartych w skargach i pytaniach mieszkańców.

– W jaki sposób Federacja popierała stanowisko spółdzielczości wobec zmian proponowanych ostatnio przez rząd w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych?

– 7 grudnia 2009 r. Ogólnopolska Izba Gospodarki Nieruchomościami, wchodząca w skład naszej Federacji, wystosowała do premiera Donalda Tuska list dotyczący projektu ustawy. Odpowiedzieliśmy w ten sposób na wezwanie premiera, aby sami spółdzielcy podpowiedzieli, gdzie tkwią bariery uniemożliwiające prawidłowe funkcjonowanie spółdzielni mieszkaniowych. Zgłosiliśmy 6 postulatów i zaproponowaliśmy spotkanie.

– Czego dotyczyły postulaty?

– Protestowaliśmy przeciwko przymusowemu tworzeniu wspólnot mieszkaniowych w budynkach, gdzie wszystkie lokale zostały uwłaszczone. Domagaliśmy się przywrócenia spółdzielniom mieszkaniowym prawa budowy lokali lokatorskich i spółdzielczych własnościowych.

– Co oferujecie spółdzielniom oprócz poparcia w sferze legislacyjnej?

– Możliwość korzystania ze wszelkiego rodzaju naszych „usług” o charakterze informacyjnym, doradczym oraz edukacyjnym. Spółdzielnie prowadzą działalność gospodarczą, a nawet zaczynają przejmować zarządzanie budynkami wspólnot mieszkaniowych, co oznacza, że wymagane jest stałe uzupełnianie i wzbogacanie wiedzy o rachunkowości, podatkach, ubezpieczeniach, a szczególnie w zakresie warunków technicznego utrzymania nieruchomości. A my jej dostarczamy w każdej formie, nowoczesnymi metodami, „z marszu”, np. poprzez nasze internetowe forum informacyjne.

– Jak wiem, w minionym roku więcej uwagi Federacja poświęcała administratorom.


– Administrator jest jak lekarz pierwszego kontaktu. To on, częściej niż zarządca, ma na co dzień do czynienia z lokatorem czy właścicielem mieszkania, do niego zgłaszają oni usterki i pretensje. Zaś około 50% wspólnot zatrudnia nie zarządców, ale właśnie administratorów. Trzeba więc zadbać o podnoszenie ich kwalifikacji, co czynimy. Podobnie postępują poszczególne spółdzielnie lub firmy będące członkami naszej Federacji, stowarzyszenia, np. łódzkie, gdańskie. Trzeba też umożliwić administratorom dalszy awans, gdyż osoby nieposiadające wyższego wykształcenia nie uzyskają licencji zarządcy, ale np. powinni mieć szansę posiadania świadectwa czy dyplomu potwierdzającego ich przygotowanie zawodowe. To podniosłoby rangę zawodu administratora.

– Ale żeby tak się stało, zawód administratora musi formalnie zaistnieć, znaleźć się w wykazie zawodów uznawanych przez MEN.

– No właśnie. A póki co tendencja jest przeciwna. Zawodów regulowanych, których jest obecnie 400, ma być około 30. To nie jest dobra tendencja. Gdy chce się mieć w różnych dziedzinach profesjonalistów z prawdziwego zdarzenia, trzeba wymagania i ambicje zawodowe podnosić, a nie obniżać. Właśnie dokładnie taka jest nasza opinia w tej sprawie, m.in. dlatego sprzeciwialiśmy się zamiarowi zniesienia licencji, wymaganych obecnie od osób wykonujących zawód zarządcy nieruchomości i stale zabiegamy o nadanie zawodowi zarządcy statusu zawodu zaufania publicznego. Pomagamy coraz większej liczbie firm podnosić jakość usług w dziedzinie zarządu nieruchomości. Wprowadzamy system EN 9001/2008, czyli europejską normę jakości zarządzania, budujemy standardy funkcjonowania tych firm uzgodnione z naszymi ekspertami, którzy posiadają tytuły naukowe, a jednocześnie aktywnie działają w tym dziale gospodarki. Domagamy się też przywrócenia egzaminu dopuszczającego do wykonywania zawodu zarządcy. Naszą obroną licencji dla zarządców jest coraz wyższa jakość zarządzania i malejąca liczba skarg oraz standardy funkcjonowania firm zarządzających. Trzeba więc nauczyć członków zarządu wspólnoty i poszczególnych właścicieli lokali, jak dbać o dom. Bo niestety, prywatyzacji zasobów mieszkaniowych, zarówno komunalnych, jak spółdzielczych, nie towarzyszyła kampania edukacyjna uświadamiająca nabywcom mieszkań, że to oni teraz muszą się troszczyć o całe budynki, w których te mieszkania się znajdują.

więcej w numerze 1-2/10 „Administratora”
dodaj komentarz
śledź artykuł
Do artykułu nie dodano jeszcze komentarzy
Portal Wspolnotamieszkaniowa.pl www.www.wspolnotamieszkaniowa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu.

Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.

Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.

Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie zasady, zawiadom nas o tym. Jeżeli na stronie widzisz błąd, napisz do nas.
Posadzki | Kolektory Słoneczne | Okna PCV | Balustrady | Łomianki | Glazurnik | Baza Firm | Administrowanie Nieruchomościami
Docieplenia Budynków | Chirurgia Plastyczna | Tworzenie stron WWW AgresivMedia
Tagi: szkoleń dla zarządców nieruchomości | warszawa-wawer | zasady wykonywania przeglądów wynikających z prawa budowlanego. protokoły z przeglądów | dom autonomiczny