Aktualności
Alkoholowy szantaż wspólnot mieszkaniowych
Wiceprezydent Gdańska chce, by sejmowa komisja Przyjazne Państwo zmieniła zasady przyznawania pozwoleń na alkohol. - Bo wspólnoty mieszkaniowe szantażują restauratorów - mówi Maciej Lisicki
Zgodnie z Ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, do wniosku o wydanie koncesji trzeba dołączyć m.in. pisemną zgodę właściciela, użytkownika, zarządcy lub administratora budynku, w którym ma się znaleźć pub lub restauracja. Zapis ten to furtka do wielu nadużyć.
- Brzmi niewinnie, ale to mechanizm umożliwiający korupcję w najczystszej postaci - mówi gdański restaurator Ryszard Kokoszka, szef rady Polskiej Izby Gospodarczej Restauratorów i Hotelarzy. - Za taką pisemną zgodę trzeba wyremontować komin, odmalować klatkę schodową, wymienić okna albo po prostu dać gotówkę. Poza tym to absurd, by obcy ludzie decydowali, co ma być, a co nie w moim lokalu. To samo dzieje się w całym Trójmieście.
Restauratorzy zaangażowali w sprawę pomorskich posłów. Słali też w ostatnich latach pisma do resortu zdrowia. - Niestety nic nie udało się w tej sprawie wywalczyć - mówi Piotr Dzik, gdański Radny PO i restaurator. - Dlatego jeszcze w marcu wybieram się do ministerstwa zdrowia.
Interpelację w tej sprawie złożyła posłanka PO Iwona Guzowska, dowodząc, że wymóg dołączenia do wniosku o wydanie zezwolenia na sprzedaż alkoholu zgody właściciela, użytkownika, zarządcy lub administratora budynku, narusza art. 21 ust. 1 konstytucji stanowiący, iż Rzeczpospolita Polska chroni własność, a także zasadę wolności działalności gospodarczej. Ministerstwo Zdrowia odmówiło jednak zmiany przepisów. Dlaczego? Bo "konstytucja dopuszcza w art. 22 ograniczenie wolności działalności gospodarczej w drodze ustawy ze względu na ważny interes społeczny". A wprowadzenie do ustawy wymogu, o który toczy się spór, stanowiło realizację społecznych postulatów zwiększenia bezpieczeństwa i porządku publicznego w miejscach sprzedaży napojów alkoholowych oraz przeciwdziałaniu alkoholizmowi, osiągane m.in. poprzez ograniczanie dostępności do napojów wysokoprocentowych.
Z tym samym problemem przez lata zmagał się Kraków, który w końcu pozwał jedną ze wspólnot. W uzasadnieniu krakowskiego wyroku czytamy: "W myśl art. 64 konstytucji własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza istoty tego prawa. Błędna jest interpretacja Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, że w sytuacji, gdy w budynku funkcjonuje wspólnota, to władna jest podjęcia uchwały w tej kwestii. To nieuzasadniona ingerencja w prawo własności". Gdy o tym napisaliśmy, władze Gdańska złożyły skargę do Trybunału Konstytucyjnego na ustawę o wychowaniu w trzeźwości. - Ale nasz pozew został odrzucony - mówi Maciej Lisicki, wiceprezydent Gdańska ds. polityki komunalnej. - Trybunał odpisał, że nie jesteśmy stroną w sprawie. Dlatego teraz postaram się umówić to z posłem Januszem Palikotem, szefem komisji sejmowej Przyjazne Państwo. Może on coś zdziała.
Restauratorzy przyznają, że kij ma dwa końce. - Bywa, że mieszkańcy po prostu nie chcą znów knajpy pod oknami, bo poprzedni właściciel nie potrafił zadbać o otoczenie - przyznaje Bogdan Wasilewski, właściciel gdańskiej Cafe Bar Mon Balzac. - Nie posprzątane zbite butelki lub wymiociny oraz hałas były normą. Zdarza się też, że w ramach oszczędności ktoś nie uszczelnia przewodu kominowego, w efekcie do domów lokatorów dochodzą intensywne zapachy z kuchni. Ale częściej są po prostu szantażowani finansowo.
Jedna z lokatorek kamienicy przy ul. Piwnej: - Codzienne życie, szczególnie nocne, z gwarem pod oknem i papierosowym dymem może doskwierać. Remont np. klatki schodowej to rekompensata, nie szantaż.
- Brzmi niewinnie, ale to mechanizm umożliwiający korupcję w najczystszej postaci - mówi gdański restaurator Ryszard Kokoszka, szef rady Polskiej Izby Gospodarczej Restauratorów i Hotelarzy. - Za taką pisemną zgodę trzeba wyremontować komin, odmalować klatkę schodową, wymienić okna albo po prostu dać gotówkę. Poza tym to absurd, by obcy ludzie decydowali, co ma być, a co nie w moim lokalu. To samo dzieje się w całym Trójmieście.
Restauratorzy zaangażowali w sprawę pomorskich posłów. Słali też w ostatnich latach pisma do resortu zdrowia. - Niestety nic nie udało się w tej sprawie wywalczyć - mówi Piotr Dzik, gdański Radny PO i restaurator. - Dlatego jeszcze w marcu wybieram się do ministerstwa zdrowia.
Interpelację w tej sprawie złożyła posłanka PO Iwona Guzowska, dowodząc, że wymóg dołączenia do wniosku o wydanie zezwolenia na sprzedaż alkoholu zgody właściciela, użytkownika, zarządcy lub administratora budynku, narusza art. 21 ust. 1 konstytucji stanowiący, iż Rzeczpospolita Polska chroni własność, a także zasadę wolności działalności gospodarczej. Ministerstwo Zdrowia odmówiło jednak zmiany przepisów. Dlaczego? Bo "konstytucja dopuszcza w art. 22 ograniczenie wolności działalności gospodarczej w drodze ustawy ze względu na ważny interes społeczny". A wprowadzenie do ustawy wymogu, o który toczy się spór, stanowiło realizację społecznych postulatów zwiększenia bezpieczeństwa i porządku publicznego w miejscach sprzedaży napojów alkoholowych oraz przeciwdziałaniu alkoholizmowi, osiągane m.in. poprzez ograniczanie dostępności do napojów wysokoprocentowych.
Z tym samym problemem przez lata zmagał się Kraków, który w końcu pozwał jedną ze wspólnot. W uzasadnieniu krakowskiego wyroku czytamy: "W myśl art. 64 konstytucji własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza istoty tego prawa. Błędna jest interpretacja Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, że w sytuacji, gdy w budynku funkcjonuje wspólnota, to władna jest podjęcia uchwały w tej kwestii. To nieuzasadniona ingerencja w prawo własności". Gdy o tym napisaliśmy, władze Gdańska złożyły skargę do Trybunału Konstytucyjnego na ustawę o wychowaniu w trzeźwości. - Ale nasz pozew został odrzucony - mówi Maciej Lisicki, wiceprezydent Gdańska ds. polityki komunalnej. - Trybunał odpisał, że nie jesteśmy stroną w sprawie. Dlatego teraz postaram się umówić to z posłem Januszem Palikotem, szefem komisji sejmowej Przyjazne Państwo. Może on coś zdziała.
Restauratorzy przyznają, że kij ma dwa końce. - Bywa, że mieszkańcy po prostu nie chcą znów knajpy pod oknami, bo poprzedni właściciel nie potrafił zadbać o otoczenie - przyznaje Bogdan Wasilewski, właściciel gdańskiej Cafe Bar Mon Balzac. - Nie posprzątane zbite butelki lub wymiociny oraz hałas były normą. Zdarza się też, że w ramach oszczędności ktoś nie uszczelnia przewodu kominowego, w efekcie do domów lokatorów dochodzą intensywne zapachy z kuchni. Ale częściej są po prostu szantażowani finansowo.
Jedna z lokatorek kamienicy przy ul. Piwnej: - Codzienne życie, szczególnie nocne, z gwarem pod oknem i papierosowym dymem może doskwierać. Remont np. klatki schodowej to rekompensata, nie szantaż.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
Portal Wspolnotamieszkaniowa.pl www.www.wspolnotamieszkaniowa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść powyższych
komentarzy - są one niezależnymi opiniami czytelników Serwisu.
Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie zasady, zawiadom nas o tym. Jeżeli na stronie widzisz błąd, napisz do nas.
Redakcja zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy zawierających: wulgaryzmy, treści rasistowskie, treści nie związane z tematem, linki, reklamy, "trolling", obrażające innych czytelników i instytucje.
Czytelnik ponosi odpowiedzialność za treść wypowiedzi i zobowiązuje się do nie wprowadzania do systemu wypowiedzi niezgodnych z Polskim Prawem i normami obyczajowymi.
Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie zasady, zawiadom nas o tym. Jeżeli na stronie widzisz błąd, napisz do nas.




dodaj komentarz
śledź artykuł